memola
memola
memola
SHOP   

CO NIE SPRZYJA ROZWOJOWI DZIECKA?

W dobie ogromnego postępu cywilizacyjnego, warto wspomnieć o różnych współczesnych ,,udogodnieniach”, które wbrew pozorom mogą wyrządzić więcej szkody niż pożytku w rozwoju naszych dzieci. O tabletach, smartfonach i telewizorze jako o ,,globalnym sposobie na zachowanie stanu spokoju i równowagi rodzica” nawet nie będziemy się rozpisywali. Każdy świadomy rodzic wie, że tego typu sprzęty nie są dla dzieci i koniec kropka.

Bardziej skupimy się na rzeczach, które większości wydają się być ,,wspomagaczami” rozwoju, a tak naprawdę jest wręcz odwrotnie. W skrócie ten wpis poświęcimy praktykom, które nie sprzyjają ogólnemu rozwojowi dziecka.

 

Chodzikowi i skoczkom mówimy zdecydowane: Nie!


Pierwszy na naszej czarnej liście znajduje się CHODZIK i SKOCZKI. Nie, to nie żart. To też nie nasz wymysł. Specjaliści dowodzą, że lepiej go spalić na stosie, niż dać dziecku do nauki chodzenia. Fizjoterapeuta - Leszek Tajchman - wśród dominujących przyczyn wpływających na występowanie wad postaw u dzieci wymienia między innymi właśnie chodzik. Dlaczego? Jak wyjaśnia, w chodziku stawy biodrowe dziecka są nadmiernie obciążone i przez to mogą rozwijać się nieprawidłowo. Oprócz tego, dziecko nie ćwiczy w nim mięśni górnej partii ciała oraz zmysłu równowagi. Za to uczy się odpychać od podłogi palcami i wewnętrzną stroną stopy, co w konsekwencji może prowadzić do płaskostopia i innych wad.

Skoczek natomiast powoduje wykrzywianie się kręgosłupa oraz utrwala wady postawy. Dziecko, które jeszcze nie siedzi samodzielnie i nie chodzi nie może korzystać ze skoczka. Wstawione do takiego sprzętu na pewno skacząc doskonale się bawi, ponieważ lubi bujanie. Natomiast  skacząc tak sztucznie utrzymywane w pozycji pionowej obciąża nie przygotowany  jeszcze do tego kręgosłup co w rezultacie prowadzi do licznych wad postawy i późniejszych problemów.

Dlatego bujanie i huśtanie tak, ale w kołyskach i huśtawkach a nie w skoczkach.

Przy tym punkcie naszej czarny listy, warto wspomnieć również o innych praktykach związanych z nauką chodzenia - mniej lub bardziej polecanych przez specjalistów.

Przede wszystkim warto pamiętać, że nie należy przyspieszać nauki chodzenia. Dziecko samo musi przebyć tę drogę. Chodziki odpadają, ale i równie szkodliwe jest “prowadzanie” dziecka za rączki, ponieważ może to skutkować nieprawidłowym ukształtowaniem stóp, nóżek i całego ciała. Najlepszą nauką chodzenia, którą powinno przejść każde dziecko, jest chodzenie bokiem przy meblach lub ścianie. Ale zanim do tego dojdzie, maluch musi opanować umiejętność stania i oczywiście raczkować, a raczkować powinno jak najdłużej, ponieważ to bardzo ważny etap w jego rozwoju.

Dlaczego? Ta, wydawałoby się, prozaiczna czynność kształtuje prawidłowe napięcie mięśni lewej i prawej strony ciała. Oprócz tego wzmacnia kręgosłup oraz mięśnie. Jednak to nie tylko trening dla ciała, ale też dla mózgu. Wykonywanie ruchów skrzyżowanych uaktywnia obie półkule mózgu, a to przyczynia się do tworzenia wielu połączeń nerwowych między nimi. Oznacza to tyle, że w przyszłości nasza pociecha prawdopodobnie łatwiej i szybciej nabędzie takie umiejętności jak pisanie, czytanie oraz liczenie.

Ogromne znaczenie ma tu odpowiednie przygotowanie dziecka. Dziecko które nie chodzi SAMO nie ma jeszcze odpowiednio wzmocnionych mięśni, żeby być wstanie utrzymać prawidłową postawę pionową. Co się w związku z tym dzieje, jak postawimy je na siłę i będzie podtrzymywane przez taki zewnętrzny sprzęt? Kręgosłup i cały układ kostny zacznie się wykręcać w różne strony, ponieważ nic go nie podtrzymuje (mięśnie są jeszcze za słabe) i taka pozycja jest utrwalana.

Czyli tak pokrzywione i nieprzygotowane nasze dziecko zaczyna początek swojej drogi. Dlatego właśnie należy zadbać najpierw o rozwój mięśni dziecka, aż ono samo bez “pomagaczy” stanie samodzielnie na nogi i pójdzie pewnym krokiem do przodu.

Wszystkie dzieci wychowane w Memoli zaczynają chodzić przed rokiem bez jakiejkolwiek ingerencji, ponieważ są do tego dobrze przygotowane, poprzez kołysanie rozwinęły się ich zmysły, maja poczucie własnego ciała i bardzo sprawne mocne mięśnie.

 

Leżaczek-bujaczek, fotelik samochodowy, kojec i inne akcesoria – czy na pewno wszystkie są odpowiednie dla Twojego dziecka?


Drugie na naszej czarnej liście, znajdą się nie tyle co sprzęty, co nieprawidłowe korzystanie z nich. Dajmy na to modne leżaczki-bujaczki, Foteliki samochodowe, kojce itp. Niby nie ma prostej drogi między ich użytkowaniem, a szkodzeniem naszym dzieciom. Warto jednak robić to z umiarem, bowiem zbyt długie unieruchamianie malucha, na przykład w krzesełkach do karmienia, leżaczkach-bujaczkach czy fotelikach samochodowych (nie tylko podczas jazdy, ale też w domu) może wpłynąć na rozwinięcie się wad postawy.

Ponadto przebywanie dziecka przez wiele godzin w podkurczonej pozycji hamuje rozwój mięśni brzucha. Warto wiedzieć, że dawanie dziecku możliwości swobodnego poruszania (chociażby rączkami i nóżkami) sprzyja nie tylko rozwojowi ruchowemu, ale też neurologicznemu.

Ograniczanie na długie godziny ruchów dziecka poprzez “przypinanie” ich  w łóżeczkach, leżaczkach-bujaczkach, to odebranie mu możliwości do naturalnego rozwoju, na przykład raczkujące już dzieci mogłyby w tym czasie doskonalić umiejętności ruchowe na podłodze. Ponadto, jak wskazuje Tajchman, ,,przypięte w jednej pozycji dziecko postrzega świat tylko z jednej perspektywy, nie ma możliwości doświadczania swego ciała w ruchu, nie trenuje, nie wzmacnia mięśni, nie uczy się i nie zdobywa nowych umiejętności ruchowych”.

Fotelik samochodowy. Zatrzymajmy się na dłużej przy foteliku. Fotelik samochodowy jest bardzo ważnym  i potrzebnym sprzętem – w czasie jazdy samochodem. Nie jest to sprzęt do przebywania na co dzień i w domu czy też zamiast wózka. Jak alarmują fizjoterapeuci  dzieci przebywają w fotelikach praktycznie non-stop . Na spacerze i w domu. Przez to często mają problemy z rozwojem prawidłowego napięcia mięśniowego, rozwojem i wzmacnianiem mięśni zwłaszcza mięśni brzucha, mają problemy motoryczne. Później mają problemy z raczkowaniem i chodzeniem.  Ich rozwój motoryczny nie jest tak optymalny jak mógłby być. Za mało przebywają też przez to w pozycji na brzuszku, ponieważ foteliki i leżaczki uniemożliwiają taką pozycję.  To jest trochę tak, że mięśnie nie trenowane nie rozwijają się prawidłowo a nawet zanikają. 2 godziny w foteliku to już jest naprawdę maximum. Oczywiście wiadomo, że w czasie jazdy nie unikniemy przebywania dziecka w foteliku. Natomiast dla równowagi i zapewnienia dziecku po prostu dobrego startu w przyszłość  jak najczęściej dajmy mu możliwość leżenia na brzuszku i swobodnego turlania na płaskim podłożu.

Przyjmowanie pozycji na brzuszku jest kluczowe do prawidłowego rozwoju (patrz leżenie na brzuszku w Memoli), wzmocnienia również mięśni karku i brzucha, nauki raczkowania i chodzenia.

Często słyszymy od rodziców dzieci, które nie raczkują lub późno chodzą: “ach to taki mały leniuszek, nie chce się mu jeszcze raczkować, chodzić”. Dzieci nie są leniwe! Zdobywają kolejne umiejętności bez trudu, jeśli im na to ich ciało pozwala. Dlatego ważnym jest, aby im odpowiednie  możliwości rozwoju zapewnić. Leżenie cały dzień w leżaczku lub foteliku taką dobrą stymulacja nie jest. Przeciwnie, wymusza tylko jedną pozycję oraz unieruchamia dziecko. Ma ono tym samym mniej okazji oraz chęci na ruch i eksperymentowanie z ciałem. W konsekwencji robi się mniej sprawne, niż by mogło być.

Kojce. Kojce same w sobie nie stanowią żadnego zagrożenia. Ale my mówimy nie o zagrożeniach, ale o straconej szansie na dobry rozwój. Kojec jest takim awaryjnym wyjściem, jeśli chcemy zostawić dziecko w bezpiecznym miejscu i wyjść do kuchni. Jednak odstawiony w kąt kojec, który się nie rusza, jest takim mało interesującym miejscem. Dziecko raczkujące powinno móc nieograniczenie zwiedzać mieszkanie, a skoro jest to dla jego bezpieczeństwa akurat niemożliwe, to chociaż żeby ten sprzęt dawał mu inny impuls do regulacji napięcia mięśniowego oraz ćwiczenia koordynacji.

Takie możliwości daje kosz sensoryczny Memoli.

Numer trzy to tzw. Skoczki, przez specjalistów nazywane dramatem. Dlaczego?  Ponieważ miękki układ kostny postawiony do pionu bez odpowiednio wzmocnionych mięśni w bardzo złej pozycji dla bioder (bez pozycji żabki jak w chuście) jest po prostu ubijany i wykrzywiany w każdą stronę w czasie takich zabaw

A co z ubrankami? Czy one też mogą szkodzić?

Czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym, że to, w co ubieramy dziecko ma ogromny wpływ na jego rozwój? I nie chodzi o skład tekstyliów albo nie tylko o to. Wyobraź sobie, że uczysz się swojego ciała, nie masz pojęcia, jak nim poruszać i dodatkowo tkwisz w jakimś sztywnym pancerzu. Jasne, że Twoje ruchy będą dokładnie takie albo tylko takie, na ile Ci ten pancerz pozwala.

Tak dokładnie dzieje się z dzieckiem, które jako niemowlak leży w dziecięcych dżinsach, spodenkach z grubymi szwami, za grubą gumą, która uciska mięśnie brzucha, butkami dla dziecka, które jeszcze nie chodzi. Ubranka dziewczynek też często nie pomagają a wręcz przeciwnie wyobraźmy sobie dziewczynkę, która próbuje nauczyć się raczkować, ale ma na sobie sukieneczkę, która ciągle przyszczypuje się jej pod kolankami, czy też dżinsową spodniczkę mini, która mocno ogranicza ruch.

Tak, ubrania mają znaczenie.

Powinny by jak najbardziej rozciągliwe i umożliwiające każdy ruch. Nasze dzieci są piękne i wyjątkowe nie muszą wyglądać jak kopia dorosłych w dżinsach i dżinsowych kurteczkach itp. Nawet miękki dziecięcy dżins jest dla dzieci za mało elastyczny. Wszytko co nie daje się rozciągać w każdą stronę jak guma i ma różnego rodzaju usztywnienia i grube szwy, jest nie odpowiednie dla niemowląt i małych dzieci. Przeszkadza w rozwoju dziecka i zabiera im po prostu możliwości dobrego i optymalnego startu.

 
Copyright © memola UG 2020